Moja mama nie dawała sobie rady z dzieciakami, czasami czułam się jakbym to ja była ich prawdziwą matką. Nieraz zastawałam mamę płaczącą w kuchni, ba, nieraz... To był codzienny widok. Siadałam przed nią, potrząsałam, błagałam, żeby wzięła się w garść, ale bez skutku. Patrzyła na mnie swoimi pustymi oczami, momentami nie umiałam utrzymać z nią kontaktu wzrokowego.
Rodzeństwo przeżywało nie tylko odejście taty, ale też w pewnym znaczeniu mamy. Zamknęła się w sobie i do tej pory nie daje do siebie dojść. Mam wrażenie, że ukrywa coś przede mną, ale wolę nie zagłębiać się w ten temat.
Nie to, żebym narzekała.
Wbrew wszystkim problemom prowadzę udane życie. W szkole idzie mi nie najgorzej, w sumie mogę się pochwalić paroma osiągnięciami. Uwielbiam sport, piłka ręczna i bieganie to moja pasja. Kilka medali wisi nad łóżkiem, ale jakoś nie czuję, żeby była to moja zasługa. Jestem po prostu częścią drużyny.
Przebiegł mnie lekki dreszcz, poprawiłam lekko chustę. Chociaż to dopiero październik na dworze dawało już konkretnie chłodem. Spojrzałam na zegarek, dochodziła dziewiąta. Miałam zaledwie kilka minut, żeby zdążyć na fizykę. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać smsa do koleżanki, żeby dała znać nauczycielce, że się spóźnię.
Nagle poczułam silne uderzenie w ramię.
Poczułam jak dryfuję w powietrzu, chusta zacisnęła się mocniej na mojej szyi, a czapka z głowy zsunęła mi się i odsłoniła jasne, blond włosy. To wszystko działo się zaledwie w kilka sekund, a ja całą sytuację widziałam przed swoimi oczami jakby w zwolnionym tempie.
Upadłam na ziemie, poczułam metaliczny smak w ustach, możliwe, że była to krew. Czułam ból od czubka głowy do samych stóp. Świat wirował mi przed oczami, widziałam kilkanaście twarzy nade mną, jednak nie dałam rady się poruszyć. Zamknęłam oczy.
(...) Później nastała tylko ciemność. Ciemno, cicho, czułam jakbym znalazła się się w innym wymiarze. I tylko szept, coś w rodzaju własnego sumienia podpowiadającego, że znalazłam się w odległym świecie. Czekałam, aż ktoś pstryknie palcem, przerwie tą monotonną ciszę. Aż włączy światło.
Bez skutku.
Nie to, żebym narzekała.
Wbrew wszystkim problemom prowadzę udane życie. W szkole idzie mi nie najgorzej, w sumie mogę się pochwalić paroma osiągnięciami. Uwielbiam sport, piłka ręczna i bieganie to moja pasja. Kilka medali wisi nad łóżkiem, ale jakoś nie czuję, żeby była to moja zasługa. Jestem po prostu częścią drużyny.
Przebiegł mnie lekki dreszcz, poprawiłam lekko chustę. Chociaż to dopiero październik na dworze dawało już konkretnie chłodem. Spojrzałam na zegarek, dochodziła dziewiąta. Miałam zaledwie kilka minut, żeby zdążyć na fizykę. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać smsa do koleżanki, żeby dała znać nauczycielce, że się spóźnię.
Nagle poczułam silne uderzenie w ramię.
Poczułam jak dryfuję w powietrzu, chusta zacisnęła się mocniej na mojej szyi, a czapka z głowy zsunęła mi się i odsłoniła jasne, blond włosy. To wszystko działo się zaledwie w kilka sekund, a ja całą sytuację widziałam przed swoimi oczami jakby w zwolnionym tempie.
Upadłam na ziemie, poczułam metaliczny smak w ustach, możliwe, że była to krew. Czułam ból od czubka głowy do samych stóp. Świat wirował mi przed oczami, widziałam kilkanaście twarzy nade mną, jednak nie dałam rady się poruszyć. Zamknęłam oczy.
Bez skutku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz