18-letnia Kinga w wyniku wypadku samochodowego zapada w śpiączkę. Lekarze sami nie wiedzą, czy z tego wyjdzie lecz podtrzymują ją przy życiu. Dziewczynę samotnie wychowuje matka, która nie mając nikogo do pomocy opiekuje się dwojgiem młodszych dzieci. Rzadko odwiedza Kingę w szpitalu, sama popada w depresję lecz walczy dla dzieci i cały czas ma nadzieje, że jej najstarsza córka kiedykolwiek się obudzi.

Tymczasem Tomek, uczeń trzeciej klasy technikum błądząc po szpitalnym korytarzu przez pomyłkę trafia do sali, gdzie jego wzrok przykuwa jasnowłosa dziewczyna pogrążona w śnie. Chłopak chcąc poznać historię pięknej kobiety chętnie odwiedzał ją w szpitalu, oczekiwał aż się wybudzi. Historia o prawdziwej miłości i wierności.

wtorek, 29 września 2015

PROLOG, czyli jak to wszystko się zaczęło

Z tamtego dnia pamiętam tylko światła. Dwa reflektory w błyskawicznym tempie powiększające się w moich oczach.
Później nastała tylko ciemność. Ciemno, cicho, czułam jakbym znalazła się się w innym wymiarze. I tylko szept, coś w rodzaju własnego sumienia podpowiadającego, że znalazłam się w odległym świecie. Czekałam, aż ktoś pstryknie palcem, przerwie tą monotonną ciszę. Aż włączy światło.
Bez skutku.

Nie wiem ile czasu trwałam w tej ciemności. Męczyłam się we własnym ciele, próbowałam wyjść z siebie.
W pewnym momencie coś się zadziało.
Usłyszałam... Dźwięk? Zupełnie coś innego niż ten cichutki głosik w mojej głowie.
Słowa. Szmery.
Każdy dźwięk docierał do mnie z coraz większą siłą, jakby ktoś wbijał mi szpilki w plecy. Z każdą sekundą mocniej. Strzępy, urywki słów, pół zdania, wyraźniej i głośniej.
Dotarło do mnie, że odzyskuję świadomość.
Otworzyłam oczy.


Właśnie skończyłem zajęcia. Zanim wstałem z łóżka, już marzyłem, by znaleźć się w nim z powrotem. Wreszcie, gdy zabrzmiał mój ostatni dzwonek tego dnia, dziarskim krokiem ruszyłem w stronę szatni, Szybko zarzuciłem kurtkę na ramiona i wyszedłem z budynku.
Momentalnie uderzył mnie w twarz podmuch wiatru. Przystanąłem na chwile przed szkołą, by zapalić papierosa.
Wyjąłem zapalniczkę, w tym samym momencie poczułem wibrację w mojej kieszeni. Pospiesznie wyjąłem komórkę, by przeczytać smsa.
Kochanie, ciocia Stasia wychodzi dziś ze szpitala, a ja nie mogę wyrwać się z pracy. Mógłbyś ją odebrać? - Mama"

- Jak zwykle zawraca mi dupę jak coś chce. - Przeklnąłem w myślach.
Rzuciłem peta na ziemię i udałem się w stronę stronę samochodu. Wrzuciłem plecak na tylne siedzenie, wsadziłem do odtwarzacza płytkę Myslovitz i leniwie wyjechałem spod szkoły.

Zdenerwowany wszedłem do budynku szpitala. Podszedłem do recepcjonistki z pytaniem, gdzie mogę znaleźć tą cholerną ciotkę. Kobieta z niezbyt przyjaznym wyrazem twarzy poinstruowała mnie, w którą stronę powinieneś się udać, lecz chyba byłam zbyt rozkojarzony. Już po chwili błąkałem się w zupełnie innej części budynku, niżeli powinienem.
Udałem się przed siebie wzdłuż korytarza, mając nadzieję, że drzwi na końcu doprowadzą mnie chociaż do schodów. Pchnąłem drzwi. Znalazłem się w lekko przyciemnionej sali. Odróżniała się od innych pomieszczeń. Już miałem wychodzić, kiedy mój wzrok przykuła postać, przykuta do tych wszystkich urządzeń. Nie zauważyłem jej wcześniej. Podszedłem bliżej. Jej twarz okalały blond włosy, niemalże białe, rozsypane na ramionach. Wyglądała jak dziecko, taka blada i bezbronna.
Nie ukrywam, zaintrygowała mnie. Była taka piękna, pogrążona we śnie. Chciałem bliżej poznać jej historię, dlaczego leżała tu sama, odizolowana, dlaczego W OGÓLE tu leżała.
Straciłem poczucie czasu, w pewnym momencie przypomniałem sobie o ciotce, która na pewno na mnie gdzieś czeka. Wstałem, popatrzyłem na nią jeszcze raz, odgarnąłem włosy z oczu i udałem się w stronę wyjścia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz