18-letnia Kinga w wyniku wypadku samochodowego zapada w śpiączkę. Lekarze sami nie wiedzą, czy z tego wyjdzie lecz podtrzymują ją przy życiu. Dziewczynę samotnie wychowuje matka, która nie mając nikogo do pomocy opiekuje się dwojgiem młodszych dzieci. Rzadko odwiedza Kingę w szpitalu, sama popada w depresję lecz walczy dla dzieci i cały czas ma nadzieje, że jej najstarsza córka kiedykolwiek się obudzi.

Tymczasem Tomek, uczeń trzeciej klasy technikum błądząc po szpitalnym korytarzu przez pomyłkę trafia do sali, gdzie jego wzrok przykuwa jasnowłosa dziewczyna pogrążona w śnie. Chłopak chcąc poznać historię pięknej kobiety chętnie odwiedzał ją w szpitalu, oczekiwał aż się wybudzi. Historia o prawdziwej miłości i wierności.

poniedziałek, 12 października 2015

ROZDZIAŁ I

Śpieszyłam się do szkoły. Mimo że byłam już spóźniona, nie chciałam narobić sobie kolejnych zaległości. Opuściłam już sporo godzin, groziło mi niezdanie do następnej klasy. Po odejściu ojca miałam dwa razy więcej roboty na głowie. 
Moja mama nie dawała sobie rady z dzieciakami, czasami czułam się jakbym to ja była ich prawdziwą matką. Nieraz zastawałam mamę płaczącą w kuchni, ba, nieraz... To był codzienny widok. Siadałam przed nią, potrząsałam, błagałam, żeby wzięła się w garść, ale bez skutku. Patrzyła na mnie swoimi pustymi oczami, momentami nie umiałam utrzymać z nią kontaktu wzrokowego.
Rodzeństwo przeżywało nie tylko odejście taty, ale też w pewnym znaczeniu mamy. Zamknęła się w sobie i do tej pory nie daje do siebie dojść. Mam wrażenie, że ukrywa coś przede mną, ale wolę nie zagłębiać się w ten temat.
Nie to, żebym narzekała.
Wbrew wszystkim problemom prowadzę udane życie. W szkole idzie mi nie najgorzej, w sumie mogę się pochwalić paroma osiągnięciami. Uwielbiam sport, piłka ręczna i bieganie to moja pasja. Kilka medali wisi nad łóżkiem, ale jakoś nie czuję, żeby była to moja zasługa. Jestem po prostu częścią drużyny. 

Przebiegł mnie lekki dreszcz, poprawiłam lekko chustę. Chociaż to dopiero październik na dworze dawało już konkretnie chłodem. Spojrzałam na zegarek, dochodziła dziewiąta. Miałam zaledwie kilka minut, żeby zdążyć na fizykę. Wyjęłam telefon i zaczęłam pisać smsa do koleżanki, żeby dała znać nauczycielce, że się spóźnię. 
Nagle poczułam silne uderzenie w ramię. 
Poczułam jak dryfuję w powietrzu, chusta zacisnęła się mocniej na mojej szyi, a czapka z głowy zsunęła mi się i odsłoniła jasne, blond włosy. To wszystko działo się zaledwie w kilka sekund, a ja całą sytuację widziałam przed swoimi oczami jakby w zwolnionym tempie. 
Upadłam na ziemie, poczułam metaliczny smak w ustach, możliwe, że była to krew. Czułam ból od czubka głowy do samych stóp. Świat wirował mi przed oczami, widziałam kilkanaście twarzy nade mną, jednak nie dałam rady się poruszyć. Zamknęłam oczy.

(...) Później nastała tylko ciemność. Ciemno, cicho, czułam jakbym znalazła się się w innym wymiarze. I tylko szept, coś w rodzaju własnego sumienia podpowiadającego, że znalazłam się w odległym świecie. Czekałam, aż ktoś pstryknie palcem, przerwie tą monotonną ciszę. Aż włączy światło.
Bez skutku. 

wtorek, 29 września 2015

PROLOG, czyli jak to wszystko się zaczęło

Z tamtego dnia pamiętam tylko światła. Dwa reflektory w błyskawicznym tempie powiększające się w moich oczach.
Później nastała tylko ciemność. Ciemno, cicho, czułam jakbym znalazła się się w innym wymiarze. I tylko szept, coś w rodzaju własnego sumienia podpowiadającego, że znalazłam się w odległym świecie. Czekałam, aż ktoś pstryknie palcem, przerwie tą monotonną ciszę. Aż włączy światło.
Bez skutku.

Nie wiem ile czasu trwałam w tej ciemności. Męczyłam się we własnym ciele, próbowałam wyjść z siebie.
W pewnym momencie coś się zadziało.
Usłyszałam... Dźwięk? Zupełnie coś innego niż ten cichutki głosik w mojej głowie.
Słowa. Szmery.
Każdy dźwięk docierał do mnie z coraz większą siłą, jakby ktoś wbijał mi szpilki w plecy. Z każdą sekundą mocniej. Strzępy, urywki słów, pół zdania, wyraźniej i głośniej.
Dotarło do mnie, że odzyskuję świadomość.
Otworzyłam oczy.


Właśnie skończyłem zajęcia. Zanim wstałem z łóżka, już marzyłem, by znaleźć się w nim z powrotem. Wreszcie, gdy zabrzmiał mój ostatni dzwonek tego dnia, dziarskim krokiem ruszyłem w stronę szatni, Szybko zarzuciłem kurtkę na ramiona i wyszedłem z budynku.
Momentalnie uderzył mnie w twarz podmuch wiatru. Przystanąłem na chwile przed szkołą, by zapalić papierosa.
Wyjąłem zapalniczkę, w tym samym momencie poczułem wibrację w mojej kieszeni. Pospiesznie wyjąłem komórkę, by przeczytać smsa.
Kochanie, ciocia Stasia wychodzi dziś ze szpitala, a ja nie mogę wyrwać się z pracy. Mógłbyś ją odebrać? - Mama"

- Jak zwykle zawraca mi dupę jak coś chce. - Przeklnąłem w myślach.
Rzuciłem peta na ziemię i udałem się w stronę stronę samochodu. Wrzuciłem plecak na tylne siedzenie, wsadziłem do odtwarzacza płytkę Myslovitz i leniwie wyjechałem spod szkoły.

Zdenerwowany wszedłem do budynku szpitala. Podszedłem do recepcjonistki z pytaniem, gdzie mogę znaleźć tą cholerną ciotkę. Kobieta z niezbyt przyjaznym wyrazem twarzy poinstruowała mnie, w którą stronę powinieneś się udać, lecz chyba byłam zbyt rozkojarzony. Już po chwili błąkałem się w zupełnie innej części budynku, niżeli powinienem.
Udałem się przed siebie wzdłuż korytarza, mając nadzieję, że drzwi na końcu doprowadzą mnie chociaż do schodów. Pchnąłem drzwi. Znalazłem się w lekko przyciemnionej sali. Odróżniała się od innych pomieszczeń. Już miałem wychodzić, kiedy mój wzrok przykuła postać, przykuta do tych wszystkich urządzeń. Nie zauważyłem jej wcześniej. Podszedłem bliżej. Jej twarz okalały blond włosy, niemalże białe, rozsypane na ramionach. Wyglądała jak dziecko, taka blada i bezbronna.
Nie ukrywam, zaintrygowała mnie. Była taka piękna, pogrążona we śnie. Chciałem bliżej poznać jej historię, dlaczego leżała tu sama, odizolowana, dlaczego W OGÓLE tu leżała.
Straciłem poczucie czasu, w pewnym momencie przypomniałem sobie o ciotce, która na pewno na mnie gdzieś czeka. Wstałem, popatrzyłem na nią jeszcze raz, odgarnąłem włosy z oczu i udałem się w stronę wyjścia.